sobota, 10 listopada 2018
OHYDY
Po kwadratowych, nieoczyszczonych, zapracowanych, błotnistych bajorach firmy pod ścianą z resztkami jedzenia, w których woda już wyschła, ale jeszcze mokro, pełzają z ogromnymi gębami i grubymi wargami hybrydy foczek, karpi i sumów, czarne, wąsate i bezłuskie, okropnie spasione i ciągle czymś się obżerające, obrzydliwe twory. Czy szefowi nie wstyd, że goście ten brud i te ohydy w firmie widzą? Wygląda to jak inwazja olbrzymich, obślizgłych czarnych robali, pełzających bezkarnie po błotniskach z żarciem. Próbowałam je spłoszyć. Nie idzie. Jedna leniwie ruszyła tyłek na korytarz tylko kilkadziesiąt centymetrów, do drzwi - i zaraz wróciła spowrotem, by nadal żreć i się obżerać... Ohydy. Można je tylko ignorować - bo dopóki są te brudne bajora, te gnidy zawsze tu będą przypływać z morza tuż za ścianą...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
SYNODALNA NOC
Opowiem ci bajeczkę na dobranoc Dla twoich słodkich snów Jak pełna obrad była noc Na zgromadzeniu sów Jak puchacz wieścił trwogi A c...
-
Opowiem ci bajeczkę na dobranoc Dla twoich słodkich snów Jak pełna obrad była noc Na zgromadzeniu sów Jak puchacz wieścił trwogi A c...
-
Czyli że co? Pożegnanie? Odeszłaś precz? Na nic me płakanie? Na próżno me łzy? Na próżno latami czuwanie? Wybrałaś inne serce? A p...
-
Myślałam, że szansa będzie trwać wiecznie Pomyliłam się bezsprzecznie Myślałam, że parę spraw nic nie zmieni A teraz... straty nic...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz